Nie uczymy się czynić źle
E. Dobrze; skoro już zmuszasz mnie, żebym przyznał, że nie uczymy się czynić źle, powiedz mi, skąd właściwie pochodzą nasze złe czyny. A. Poruszasz zagadnienie, które nie dawało mi spo¬koju już w bardzo młodym wieku; wreszcie wyczerpanego popchnęło w przepaść herezji. Ten upadek podziałał na mnie bardzo przygnębiająco. Zalała mnie fala czczych baśni. Sam nie zdołałbym wydobyć się z tego stanu i odet¬chnąć atmosferą swobodnego badania, które jest podsta¬wą wszelkiej wolności. Ale tęsknota za znalezieniem prawdy zjednała mi Bożą pomoc. Wiele starań dołożyłem, aby się wyzwolić od tej myślowej udręki. Toteż i ciebie poprowadzę tą samą drogą, która wywiodła mnie z biedy. Bóg będzie przy nas i da nam zrozumieć to, w co wierzymy. Przecież jesteśmy przeświadczeni, że trzymamy się za¬sady, zaleconej w słowach Proroka: Jeżeli nie uwierzycie, nie zrozumiecie.1 Wierzymy zaś, żę wszystko, co istnieje, zadwdzięcza byt wyłącznie samemu Bogu, a jednak grzech nie jest Jego dziełem. Ale oto co intryguje nasz umysł: jeżeli grzechy pochodzą od dusz, które Bóg stworzył i które Jemu zawdzięczają swe istnienie, jak można nie odnosić ich niemal bezpośrednio do Boga?
| |